Arbitrzy – nie ma żartów!

Zawsze kiedy jestem w USA, słyszę dowcipy na temat prawników.

Jest ich wiele i bardzo ich nie lubię. Mówię moim amerykańskim kolegom, że te kawały są o nich, o amerykańskich prawnikach, nie o polskich, a ja jestem z Polski. W rezultacie chcą mi opowiadać „Polish jokes” czyli dowcipy o Polakach.

Długi czas szukałem dowcipów o arbitrach. Czy są jakieś? Z mojej młodości znam jeden dowcip o sędziach. Oto on:

W nocy płonie budynek sądu w małej miejscowości. Przyjeżdża straż pożarna i zaczyna gasić pożar. Woźny sądowy biegnie do domu sędziego, budzi go i woła: „Sąd się pali, Panie Sędzio – co robić?”

“Hmm, niech pomyślę” – mówi sędzia. “Już wiem” – mówi po namyśle – “Weź akta spod mojego łóżka i wrzuć je do ognia!”

Czy słyszał ktoś kiedykolwiek jakiś żart o arbitrach? Nie? Ja ostatnio słyszałem pierwszy, w dalekim Singapurze. Oto on: „Jaki jest pierwszy objaw schizofrenii?” Odpowiedź: „Arbiter jedyny pisze zdanie odrębne”.

Dlaczego jest tak niewiele żartów o arbitrach? Czy arbitraż nie jest zabawny? Jest. Mógłbym opowiedzieć wiele historii o tym, jak może być zabawny. Więc dlaczego nie ma żadnych dowcipów?

Moja odpowiedź brzmi: ponieważ ludzie wciąż szanują arbitrów! Ludzie zawsze szanowali „mędrców wioski” (wise men of the village) – proszonych o rozwiązywanie lokalnych sporów. Nikt nie żartuje z profesji wciąż darzonej szacunkiem. Dlatego też mamy tysiące dowcipów o prawnikach, ale bardzo mało o sędziach i arbitrach.